Kryzys gospodarczy, który rozpoczął się w połowie 2007 roku, przyczynił się do wypracowania nowego modelu ekonomicznego, jakim jest sharing economy, czyli ekonomia współdzielenia. Zmiana paradygmatu polegała na zaakceptowaniu możliwości korzystania z różnych rzeczy bez posiadania ich na wyłączność. Człowiek XXI wieku przestał być właścicielem, a stał się użytkownikiem.

 

Koniec społeczeństwa własności

Kiedy George W. Bush w 2004 roku wygrał wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, zaczął realizować plan stworzenia społeczeństwa własnościowego (ownership society), obiecując każdemu mieszkanie na własność (We want everybody in America to own their own home). Wprowadził nowe regulacje prawne i umożliwił przyznawanie kredytów hipotecznych ludziom, którzy nie spełniali odpowiednich kryteriów, w tym osobom bezrobotnym. Rozbudzenie apetytów Amerykanów na własność i prowadzenie przez nich życia ponad stan poskutkowało niespłacaniem rat kredytowych na skalę masową. Załamanie się rynku kredytów hipotecznych subprime, czyli wysokiego ryzyka, bezpośrednio doprowadziło do wybuchu ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego w 2007 roku.

Twierdzenie Busha, że im większa jest własność w Ameryce, tym większa jest jej żywotność (The more ownership there is in America, the more vitality there is in America), okazało się nie tylko nieprawdziwe, ale wręcz tragiczne w skutkach. To właśnie niekontrolowana potrzeba posiadania doprowadziła naród amerykański do finansowej ruiny.

 

Filozofia współdzielenia

W 2011 roku magazyn „Time” wymienił sharing economy jako jedną z dziesięciu idei, które zrewolucjonizują świat XXI wieku. Nie mylił się. O ile początkowo konieczność dzielenia się była niejako wymuszona słabą sytuacją finansową, o tyle obecnie modele biznesowe budowane zgodnie z zasadami współdzielenia często są oceniane jako bardziej wartościowe niż analogiczne firmy z tej samej branży. Wystarczy sprawdzić jak społeczeństwo reaguje na firmy taksówkarskie i usługi Ubera, za którym stoi międzynarodowa korporacja.

Jedną z podstawowych wartości nowego sposobu działania jest oszczędność i racjonalne korzystanie z dostępnych dóbr, gdyż – zgodnie z filozofią sharing economy – mniej się ich wytwarza. Nie trzeba płacić, by czerpać korzyści, albo płaci się za nie stosunkowo mniej. Ponadto użytkowanie jest wygodne, bo nie wiąże się z dodatkowymi kosztami czy obowiązkami związanymi z utrzymaniem rzeczy. Możemy wypożyczać rower w systemie Veturillo czy Next Bike lub samochód Traficar bez regularnego oddawania ich do serwisu i przygotowywania do drogi.  

Gospodarka współdzielenia znalazła zwolenników głównie w miastach, gdzie z jednej strony nie ma miejsca na to, aby przechowywać zbyt wiele rzeczy, z drugiej strony ludziom zależy na funkcjonowaniu w społecznościach, a nie zawsze mają obok siebie rodzinę. To rozwiązanie pasujące do miejskiego stylu życia, w którym mamy wielu sąsiadów a mało miejsca.

Sharing economy opiera się na zaufaniu. Czy inaczej wsiedlibyśmy do cudzego samochodu w ramach usługi BlaBlaCar lub zabrali własnym samochodem chętnych, którzy zgłoszą się przez serwis JadeZabiore.pl?

 

Sharing economy w marketingu

Rozwój gospodarki współdzielenia nie bez powodu zbieg się z rozwojem social mediów funkcjonujących na zasadzie tworzenia społeczności, w ramach których ludzie dzielą się informacjami, uczuciami, wspomnieniami, zdjęciami i wieloma innymi aspektami swojego życia. Naturalnie całość tego współistnienia opiera się właśnie na zaufaniu: staramy się przekazywać informacje albo polecać miejsca, osoby czy wydarzenia, które sami uznaliśmy za wartościowe i sprawdzone. I liczymy na wzajemność.

Kolejnym przejawem sharing economy jest rozwój content marketingu, czyli tworzenie wartościowych treści, które są udostępniane za darmo lub po spełnieniu pewnych warunków, jak zapisanie się na listę subskrybentów. Dzielimy się naszą wiedzą ekspercką, doświadczeniem zawodowym, tworzymy bezpłatne narzędzia internetowe ułatwiające codzienne funkcjonowanie czy organizujemy szkolenia. Dorzucamy do wspólnego garnuszka to, co mamy cennego, ale też czerpiemy z niego obficie.

Nie musimy już inwestować w drogie programy komputerowe, kosztowne kursy czy książki. Wiedza branżowa i dostępne w Internecie narzędzia – pozwalające chociażby na rozcinanie PDF-ów, tworzenie grafiki, prezentacji, filmików, przesyłanie i przechowywanie ciężkich plików, a nawet analizowanie danych i zarządzanie projektami – znacznie ułatwiają pracę osobom działającym w obszarze marketingu czy komunikacji. Tym bardziej, że często zawierają zdecydowanie bardziej aktualne informacje i oferują współczesne rozwiązania tworzone przez pasjonatów.

 

Portale crowdsourcingowe – dzielenie się pomysłami

Innym obliczem gospodarki współdzielenia jest crowdsourcing pozwalający internautom partycypacypować w zadaniach przeznaczonych niegdyś dla wąskiego grona specjalistów. Możemy zatem współtworzyć wolne zasoby edukacyjne – encyklopedie, podręczniki, materiały służące nauce, tłumaczyć czy redagować teksty, udostępniać wykonane przez siebie zdjęcia i grafikę na zasadzie wolnych licencji, decydując o tym, w jaki sposób i gdzie mogą być one użyte.

Także marki wykorzystują potencjał „tłumu”, chętnie angażując klientów w działania firmy, budowanie nowej oferty produktowej czy promocję. Kilka lat temu mogliśmy obserwować modę na konkursy związane z wymyślaniem haseł reklamowych. Obecnie znacznie częściej zachęca się konsumentów do bycia mikroinfluencerami marek i publikowania w sieciach społecznościowych zdjęć lub filmów z konkretnymi produktami, lajkowania stron czy udostępniania materiałów.

Korzyścią dla klientów może być budowanie własnej tożsamości w sieci w oparciu o wizerunek ulubionych marek czy dzielenie się emocjami wywołanymi przez udostępnione treści (zabawna ilustracja, filmik opowiadający wzruszającą historię). Marketing wirusowy nie tylko odbierany jest jako bardziej naturalny, niż tradycyjna reklama, co więcej dobrze przygotowana akcja zbiera po drodze o wiele więcej korzyści dla firmy. Szeroki zasięg może przełożyć się na konkretne wyniki sprzedażowe, a udostępniane dalej materiały często są wzbogacone dodatkowymi treściami.

Crowdsourcing wykorzystywany jest również w procesie personalizowania treści czy produktów. Wystarczy udostępnić konsumentom narzędzie do projektowania opakowań czy etykiet, a sami przygotują dla siebie spersonalizowany produkt i to w poczuciu dobrej zabawy (customer co-creation). Firma Nike daje możliwość zaprojektowania własnych butów przez dobór poszczególnych elementów. Takie rozwiązania pozwalają dobrze wyróżnić się na tle innych producentów oraz wzmacniają relację z klientami, bo mają oni udział w procesie produkcji, zatem stają się częścią marki.